Strona główna
Fakty
Historia
Sport
Kultura
Zabytki i nie tylko
Przyroda
Galeria
Ludzie
Kopalnie
Literatura
Adresy
Linki
Akcje
Rankingi
Redakcja
Reklama w portalu
Katalog firm
Forum dyskusyjne
Kalenarz wydarzeń
Moja Czeladz Movie
Rozkłady jazdy minibusów - Czeladź
Rozkłady jazdy PKS - Czeladź
TAXI-CZELADŹ
Czeladź wczoraj i dziś

Czeladzka_Starówka
Moja Czeladź in facebook Czeladzkie_panoramy
Praca w Czeladzi

NAGRODY W KONKURSACH ZAPEWNIAJĄ:






WSPÓŁPRACA:





Aconcagua zdobyta! 04-03-2011
Aconcagua zdobyta!

Czeladzianin Robert Janiec zdobył Aconcagua- najwyższy szczyt Ameryki Płd. To już kolejny, trzeci szczyt z tzw. korony ziemi, którą Robert ma w planach zdobyć. O przygotowaniach do wyprawy rozmawialiśmy z Robertem zaledwie półtora miesiąca temu. Dziś przedstawiamy Państwu pełną emocji relację z ataku na andyjski szczyt.

Dla portalu Moja Czeladź mówi Robert Janiec:

"Wejście na Aconcagua udało się 10 lutego 2011. 9 luty to dzień poprzedzający wejście po pierwszym nieudanym z dnia 6 lutego, na które zdecydowaliśmy się w trzy osoby: ja, Adam i Renata. Z naszej trójki w tym dniu tylko Adam dotarł na sam dach Ameryki Płd i potwierdził to fotkami. To wejście rozplanowaliśmy źle logistycznie i mało brakło a na zejściu mogliśmy stracić życie. Tym razem postanowiłem zaatakować i wejść na szczyt Aconcagua jeszcze raz. Sam.

Obóz Plaza de Mulas

Po źle przespanej nocy w bazie Nido de Condores na wys. 5380 m postanowiłem podejść i założyć obóz na wysokości 5780 m (ok. 3h) drogi w górę, w miejscu nazywanym Berlin i tam przespać następną noc, a nad ranem wyjść w drogę na szczyt. W bazie Nido naprzeciwko namiotu, w którym nocowałem stał namiot wcześniej poznanych kolegów: Marcina i Daniela, do których dołączył czwarty uczestnik naszej wyprawy: Robson, który 6 lutego nie podjął próby wejścia na szczyt. 9 lutego wspólnie postanowiliśmy z Marcinem, Danielem i Robsonem podejść do Berlina i tam założyć obóz by rano 10 lutego podchodzić na szczyt. 

Nido de Condores - przed wyjściem. Gdy rano obudziły mnie odgłosy rozmów grupy Serbów otworzyłem namiot i zobaczyłem jak grupa ludzi maszeruje już do góry jak karawana na pustyni. Chłopaki z naprzeciwka gotowali już wodę i jedli śniadanie (mieli suchą kiełbasę). Ponieważ ślina mi ciekła postanowiłem też coś zjeść. Argentyńska zupa z Knorra z makaronem była ohydna ale pożywna, więc zjadłem całą, parę batonów, wypiłem ciepłą herbatę i zacząłem się pakować. Wyszedłem z namiotu, rozprostowałem kości i zapytałem Robsona jaka będzie pogoda na 10 lutego. Robson miał już wszystko "obcykane" i odpowiedział mi że 9/10 luty będzie najlepsza pogoda, potem będzie tylko gorzej i będzie trudno wejść na szczyt. Po krótkim zastanowieniu odpowiedziałem, że jeżeli ma być tak pięknie to ja atakuje 10 lutego ok.5-6 rano z Berlina. Po spakowaniu się i dłuższym zastanowieniu podjąłem decyzję, że nie będę zabierał namiotu do obozu na Berlinie aby nie dźwigać i nie tracić sił, które później miały mi być potrzebne do ataku. Wiedziałem, że w Berlinie są dwa schrony, w których mogę się przespać i to przesądziło o mojej decyzji. Chłopaki brali ze sobą namiot i niczym nie ryzykując mieli tym sposobem zapewniony nocleg. Ja postanowiłem zostawić w namiocie najmniej przydatne rzeczy i zabrałem tylko te niezbędne . Wyszedłem przed namiot, obłożyłem dodatkowo kamieniami w obawie nadejścia złej pogody. Usłyszałem znajomy głos. Był to Artur, który leciał ze mną samolotem. Ucieszyłem się, że go zobaczyłem. On zresztą też, cieszyliśmy się, że w tym samym dniu idziemy do góry. Po krótkiej rozmowie Artur powiedział, że powoli rusza bo ma ciężki plecak a ja swoim tempem na pewno go dogonię i ruszył w górę dodając, że rozbije się i założy obóz przy skałach Culera. Cała trójka kolegów zaczęła się zbierać i powoli stepować z nóżki na nóżkę, a ja po paru minutach ruszyłem za nimi. Słoneczko świeciło ale mróz ziębił twarze osłonięte kominiarkami.

Obóz Nido de Condores

Berlin - 5780m. Doszliśmy. Widzimy dwa schrony drewniane, z których jeden miał być dla mnie. Dochodzę do schronu a z niego wysuwa się głowa i w Serbskim języku człowiek tłumaczy mi, że ten schron jest zajęty i nie ma miejsca w nim dla mnie. Byłem załamany. Robson i Daniel powiedzieli że idą do skał Culera i tam założą obóz bo w Berlinie nie ma miejsca na rozbicie namiotu. Po krótkim zastanowieniu zdecydowałem zająć drugi schron. Wewnątrz był śnieg, który musiałem usunąć. To był jedyny sposób pozostania na noc aby nie wracać do Nido. Wybrałem ten wariant, wykułem w śniegu tunel w środku schronu o dł. 2m tak, żeby karimata się zmieściła. Zajęło mi to dwie i pół godziny. Sukces. Udało mi się, karimata weszła, śpiwór też, uszczelniłem wszystko od środka, zjadłem porządną kolację (piure ziemniaczane z boczkiem i cebulą). To był zastrzyk energii, byłem w siódmym niebie, a po chwili zasnąłem.

Obóz Berlin

ATAK NA ACONCAGUE 10 LUTY. Obudził mnie alarm w zegarku o godz 5:00. Słyszałem ekipy, które zaczęły wchodzić już do góry Polaków, Serbów i Rosjan. Gramoliłem się, nie chciałem wychodzić ze schronu, byłem negatywnie nastawiony do wyjścia na szczyt, trochę podłamany psychicznie. Było ciemno, zebrałem ostatnie siły, zjadłem posiłek i o godz 6:00 wyszedłem do góry. Po kilku minutach założyłem raki i zacząłem marsz, coś złego we mnie wstąpiło, wszystko było na nie, zimno, ciemno, psycha mi siadała, chciałem się poddać, szedłem do góry i modliłem się, prosiłem Boga, żeby mnie nie zostawiał teraz w tych ciężkich chwilach dla mnie. Zaczynało się rozwidniać, słoneczko wychodziło powoli i zaczynało mi dodawać otuchy i sił.Mówiłem sobie, że pan Bóg mnie chyba wysłuchał, czułem się coraz lepiej. Powoli maszerowałem coraz wyżej i wyżej. Udało mi się dogonić parę Serbów przy tzw. Independencji i tam odpoczywałem. W dalszej drodze dogoniłem Polaków, którzy zrezygnowali przy skalnej bramie. Idąc dalej powoli dochodziłem do następnej dwójki. To byli także Serbowie. Szedłem tuż za nimi, krok po kroku. Nagle jeden upadł i zaczął zjeżdżać w dół ,trawers którym szedłem był w śniegu, puchu który napadał w nocy i nawet w rakach było bardzo trudno iść. Złapałem go za plecak i przy pomocy jego towarzyszki wyciągaliśmy go do góry w bezpieczne miejsce ale kosztowało mnie to dużo wysiłku. Musiałem odpocząć i po paru minutach poszedłem dalej do góry. Para udała się w drogę powrotną przy pomocy innych Serbów, którzy schodzili już w dół. Doszedłem do Canaletty, napiłem się letniej herbaty, zjadłem batony i żele energetyczne, schowałem aparat i telefon do kieszeni przylegającej do ciała. Już wtedy wiedziałem i czułem że wejdę na szczyt.

Canaletta. Tu zostawiłem plecak i ruszyłem do przodu, pogoda z minuty na minutę była coraz gorsza i zrobiło się bardzo zimno, zaczął padać śnieg, wiatr był coraz większy. Były momenty, w których podmuch wiatru popychał mnie w lewo i prawo. Bałem się i szedłem do góry i jeszcze raz prosiłem Boga, by dał mi jeszcze trochę czasu i wytchnienia. Od szczytu dzieliło mnie kilkadziesiąt metrów, robiłem krok po kroku, wymawiałam głośno imiona swojej kochanej rodziny: żony Ilonki, syna Mateusza i córki Oliwki. Miałem łzy w oczach ale te słowa dawały mi siły na następne parę metrów. Robiło się coraz później ale ja parłem do góry, wolno i ociężale ale wiedziałem, że nie mogę się już poddać. Idąc dalej zobaczyłem skały i tam droga się kończyła. Wiedziałem, że zostało mi tylko wspiąć się do góry te kilkanaście kroków i będę mógł się cieszyć ze zdobycia Aconcaguy. Gdy wszedłem na szczyt popłakałem się ze szczęścia.

Na szczycie

Szczyt. Radość była ogromna. Nareszcie zobaczyłem dach Ameryki Płd, na którym widniały dwa krzyże. Zrobiłem parę zdjęć i udało mi się zrobić krótki filmik ze szczytu. Byłem tam zaledwie ok. 5 min i zaraz musiałem schodzić w dół. CZAS WEJŚCIA 17:30. Wejście zajęło mi 11,5 godziny.

Zejście. Wiedziałem że będzie zimno. Schodziłem jako ostatni ze szczytu, nikt za mną już nie wchodził i obawiałem się, że po zmroku będę mógł zabłądzić i nie będę mógł liczyć na niczyją pomoc. Miałem czołówkę ale wiedziałem, że przy złej pogodzie, śnieżycy jest ona bezużyteczna. Udało mi się zejść bezpiecznie do Canaletty, zabrałem plecak i ruszyłem na trawers. Na trawersie śnieg sięgał w niektórych miejscach do kolan, traciłem coraz więcej sił i zaczęło robić się coraz ciemniej. Obawiałem się, że nie dam rady zejść do Berlina, do schronu w którym miałem śpiwór i karimatę. Miałem chyba dobrego anioła stróża, bo w pewnej chwili noc zaczęła się robić dniem, a niebo zrobiło się czyste jak ocean i było rozświetlone gwiazdami i księżycem. Po pewnym czasie ujrzałem dwie postacie, a gdy doszedłem do nich usłyszałem polski język. Cieszyłem się, bo byli to Polacy, mijałem ich w drodze na szczyt, oni tak samo szli do Berlina. Byłem szczęśliwy, że będę mógł zejść razem z nimi. Byli wyposażeni w krótkofalówkę, co było bardzo pomocne w drodze w dół. Szybko zostaliśmy naprowadzeni na główny szlak i szczęśliwie doszliśmy do bazy Berlin. Gdy rano obudziłem się, zebrałem swoje rzeczy i poszedłem do Nido de Condores i tam był namiot z resztą moich rzeczy. Po jednodniowym odpoczynku 12 lutego zszedłem do bazy Plaza de Mulas. Tam zamówiłem muła który zabrał cały sprzęt w dół doliną Horkones a ja ruszyłem 13 lutego do Puente del inca by stamtąd udać się do Mendozy na lotnisko i do Polski do domu. Na lotnisku dowiedziałem się od Robsona, że Daniel i Marcin oraz i on sam, zdobyli szczyt 12 lutego."

Robertowi gratulujemy sukcesu i czekamy na następną wyprawę.


MB

18-05-2012 KOLORY TĘCZY dla Przedszkola nr 11
18-05-2012 Noc Muzeów 2012
16-05-2012 PTTK Sosnowiec oraz FdZD zapraszają na wycieczkę Szlakami św. Jakuba
14-05-2012 Scala Plastics przenosi magazyn do Czeladzi
14-05-2012 Asfalt na Mysłowickiej
14-05-2012 Konkurs Wiedzy o Czeladzi
12-05-2012 Śląska Karta Usług Publicznych w Czeladzi
11-05-2012 Finał XXXV Wojewódzkiego Turnieju Bezpieczeństwa w Ruchu Drogowym
09-05-2012 Światełko w tunelu dla Elektrowni
08-05-2012 Sesja Rady Miejskiej
07-05-2012 Oceniamy place zabaw. Park przy ul. Mickiewicza.
06-05-2012 Sprintem przez Czeladź
04-05-2012 Dni Czeladzi za nami
04-05-2012 1 Czeladzki Rally Sprint
02-05-2012 Już dziś rozpoczynają się Dni Czeladzi
27-04-2012 Uczniowie ZSS w Czeladzi zdobyli Grand Prix
27-04-2012 Koniec samowoli na Zapłociu
26-04-2012 Czeladzianin walczy o finał Got To Dance
24-04-2012 W Czeladzi odbyły się eliminacje w turnieju Real Junior Cup 2012
23-04-2012 Stowarzyszenie Forum Czeladzian obchodzi swoje 10 urodziny
21-04-2012 Saturn wypięknieje
19-04-2012 Po raz kolejny Czeladź bez Zagłębiowskiej Masy Krytycznej!
17-04-2012 Likwidacja ZS nr 2
17-04-2012 Przyszli na zakupy, zbadali sobie cukier
17-04-2012 Reaktywacja klubu CKS Czeladź
16-04-2012 Oddział PKO BP w Czeladzi nieczynny do odwołania
13-04-2012 Z BIBLIOTEKĄ PO ZDROWIE
12-04-2012 Bezpłatne badania poziomu cukru w Netto
12-04-2012 Koło Ruchu Palikota powstało w Czeladzi
07-04-2012 Wesołych Świąt
06-04-2012 Przedłużenie ważności starych biletów
06-04-2012 Zmiany w funkcjonowaniu komunikacji miejskiej
05-04-2012 Zbiórka odpadów niebezpiecznych
04-04-2012 Ryszard Dudek Honorowym Obywatelem Miasta Czeladź
04-04-2012 Zwracamy po 5 % dofinansowania
03-04-2012 Oficjalny program Dni Czeladzi
02-04-2012 Robert M, Ewa Jach, Mezo i Michał Szpak na Dniach Czeladzi?!
01-04-2012 Niebieskie autobusy wracają na linię 814.
31-03-2012 Nowy cennik biletów KZK GOP
30-03-2012 Droga krzyżowa ulicami miasta
30-03-2012 Oddaj PIT w Urzędzie Miasta
29-03-2012 Groźny wypadek na Nowopogońskiej
29-03-2012 Dziekana IIIB ponownie na sprzedaż
28-03-2012 Czeladź w Street View
27-03-2012 Oceniamy czeladzkie knajpy. Restauracja Domino.
                  


Nowa strona 1

Copyright © czeladz.org.pl 2000 - 2011. Wszelkie prawa zastrzeżone

Reklama Redakcja   Polityka Pryw. Laptopy

Osób on-line: 30